Widzisz wypowiedzi znalezione dla zapytania: fajne muzyczki na komórkę
|
| Wiadomość |
Trąbić na chamów palaczy!!!!!!!!
|
A sobie trąb.... A sobie trąb ile wlezie, ja Ci odtrąbie i będzie fajna muzyczka na ulicy. Gaszenie papierosa w popielniczce jest zagrożeniem dla ruchu pojazdów (jest to czynność zajmująca więcej uwagi niż rozmowa przez komórkę :) Faktem jest że popielniczki w samochodach są montowane w najdziwniejszych miejscach i jest to trochę problematyczne zgasić papierosa w trakcie jazdy. Na światłach i w korku gaszę w popielniczce , ale w trasie wyrzucam za okno bo jest to bezpieczniejsze.
|
| |
|
|
Przepis na mężczyznę
|
Artykul fajny, za to ludzie ktorzy go czytali i odpowiadali nie. Dlaczego??? Przyczyna jest prosta: pan Eichelberger ma chyba racje, zmuszajac nas do myslenia nie tyko o nowej komorce i torebce albo bucikach (odn kobiet). Niekiedy trzeba pomyslec troche o swiecie i ludzie ktorzy tego nie robia, po pierwsze dla mnie sa na poziomie psow, ktore tez daza do dobrobytu (w ich mniemaniu), tez mysla, maja dusze i inne takie, ale nie mysla nad tym co zrobic, zeby bylo lepiej (nie na swiecie, ale mi, moim dzieciom i wnukom). Kilogramy kolesi i panienek, chodzacych na dyskoteki (nie rozumiejacych muzyki), chodzacy na smieszne studia ekonomiczne, administracyjne i inne darmozjadowe (ktore nie ucza ani myslec, ani tworzyc, nie majacych pojecia o zjawiskach fizycznych i stosunkach miedzyludzkich), wy odpisujecie na takie artykuly kolejnymi bzdurnymi haselkami. Potem i tak macie psychoanalitykow, bo sami nie umiecie podjac zadnych decyzji. A dlaczego? Bo nigdy sie nie zastanowiliscie w mlodosci, co chcialbym robic, do czego dazyc, co moge zrobic zebym byl naprawde szczesliwy. Ten artykul jest podpowiedzia do kilku rzeczy, a mianowicie ze warto miec potomstwo chociazby po to, zeby na starosc nie zostac sam jak paluch, ze nie warto sie przerazac tym, jakiej plci dziecko urodzi sie nam, bo czasy sarmacjii minely (chlopow zreszta tez) i ze trzeba decyzje posiadania dzidzi przemyslec gruntownie, poniewaz dwa ostatnie problemy moga dotyczyc nie tak bardzo nas, jak tych dzidzi wlasnie.
|
Cała prawda o "wadach" Nokii!
|
nie dalem sie wciagnac, co to to nie! nie dalem sie wciagnac zadnym specom!
muzyki na komorce slucham okolo 2h dziennie, no, chyba ze nie wychodze z domu. czasem w nocy tez slucham, przed snem, by nie budzic domownikow. komorka to dla mnie walkman, 2 w 1.
co do gier - wiesz, mam dobry wzrok (mimo wielu godzin przy kompie i tak od kilkunastu lat, czyli od dziecinstwa), a i gry na moim telefonie są fajne. wyswietlacz 176*220 pikseli wcale nie jest taki maly!
zreszta - sa ludzie lubiacy miec wiele urzadzen wyspecjalizowanych, sa tez tacy lubiacy miec "jedno do wszystkiego". sa np ludzie majacy konsole do gier, i komputer do pisania tekstow. ja wole grac i pisac na kompie - bo i gry ciekawsze, i mniej kasy wydam. tak samo jest z mp3 w telefonie - niczym nie ustępują tym z discmana, a oszczednosc pieniedzy ogromna.
aha, i jeszcze jedno. o jakim wyciaganiu pieniedzy mozna mowic, skoro ja za swoj telefon dalem około 500zł (telefon, karta pamięci, słuchawki). dopłacając 100zł więcej, ludzie malutcy mają siemensa m55 w Germanosie :P
cóż, nie zrozumiemy sie pewnie... różnica pokoleniowa, czy co?
pozdr.
|
Zapraszam przeciwniko USA do DYSKUSJI
|
Fajny wniosek :) a_s_i_m_o napisał:
> 80% obywateli USA od 30 lat nie doswiadcza zadnych owoc wzrostu
Czyli: 80% obywateli USA od 30 lat:
nie zaopatrzylo sie w "komórke" nie rozmawia coraz taniej przez telefon nie zaczelo uzywac Internetu nie wymienilo telewizora nie kupilo komputra domowego nie wymienilo domowego komputra na nowszy nie przestalo sluchac muzyki z czarnych plyt winylowych nie dostaje łelfra indeksowanego do inflacji nie kupilo nowoczesniejszego, bezpieczniejszego i trwalszego samochodu nie jezdzi po nowo zbudowanych lub wyremontowanych drogach nie lata coraz wygodniejszymi samolotami nie korzystalo z postepow technik medycznych i dentystycznych nie ... nie ... nie ...
jeden smutek i kapota :((
|
| |
|
|
czy warto kupować przen.odtw cd/mp3/WMA?????
|
Hej, jak masz za duzo pieniedzy i lubisz sobie posluchac muzyki w tramwaju, pociagu (skreslic co niedotyczy ;) ) to pewnie. Ja mam discmana (2 lata) co to mp3 czyta, bajer fajny, ale szczerze mowiac nie chce mi sie go nosic ze soba, wiec przewaznie robi za stacjonarny plugin do jakiejs "starej" wiezy, co to cd nie ma. Mam pocket pc (od roku), na ktorym mp3 czy wma da sie tez odtwarzac, ale przewaznie tez mi sie nie chce barc do niego sluchawek. A to czego jak juz mam ochote sluchac to przewaznie radia z komorki, bo male "zawsze" czlowiek ma przy sobie i niegdy nie wiesz co puszcza, co imo zalicza sie na plus.
Zeby juz tyle nie narzekac, to jezeli bedziesz kupowac, to szukaj malych, bardzo pojemnych urzadzen, tylko niestety to podnosi cene :( Z pojemnoscia to sie pewnie orientujesz, ale na 128MB karte wchodza max 2 albumy w dosyc jakosci. Discman jest spoko, tylko potrzebna ci jest od razu na niego jakas torebka (ale dla kobiety to chyba nie problem ;), bo inaczej to sie nie chce nosic, po jakims czasie.
IMO oczywiscie.
.D
|
Rocznik 75, 30latkowie/ki czas na podsumowanie!
|
Gość portalu: czy nie ma ludzi napisał(a):
> naprawde nudne dulskie zycie, i nudne dulskie zyciorysy, pare postow od > ciekawych ludzi, reszta idzie z pradem: auto, samochod, dzieci i dom! to straszne ... nic fajnego ... zostało nam tylko siąść i płakać A masz swoje dzieci? Myślę, że raczej nie, skoro napisałeś to, co powyżej - dzieci to najfajniejsza sprawa w życiu ... Bywają wprawdzie męczące, ale to tylko szczegół ...
> pocieszam sie, ze nie tak zle ze mna hehe Też się pocieszam, że nie jest ze mną tak źle - że nie musi być ciągle "FAJNIE", żeby było fajnie :-)
> nie ma ludzi, ktorzy robia w zyciu cos FAJNEGO???maja ciekawe zawody, sport, > hobby, moga byc przykladem dla mlodych??? Pewno, że są. Myślę, że robię coś fajnego, bo robię to co lubię i mam z tego niezłe pieniądze. Do tego mam fajną żonę, 2 synków i małe grono sprawdzonych znajomych.
Moi koledzy z pracy także nie narzekają - oprócz tego, że realizują się w pracy, mają swoje zainteresowania: jeden interesuje się starymi samochodami (odnawia je), drugi ma chopla na punkcie muzyki klasycznej (nawet w komórce ma takie melodyjki :-), trzeci napisał programik freeware, który jest wykorzystywany przez miliony ludzi na całym świecie, kolejny ma fioła na punkcie fotografiki, itd. W pracy zawsze jest wesoło - a szczególnie wtedy, gdy opowiadamy sobie, co dla przykłądu wczoraj powiedziały nasze dzieci :-)
|
Nowa płyta Beatlesów!
|
ihopeyouwilllikeme napisał:
Czy jeżeli pójdę do galerii z flamastrami, i dorysuję telefony komórkowe Krzyżakom na '' Bitwie pod Grunwaldem'' to też będzie to sztuka ? Podejrzewam, że raczej zostałbym wykopany z hukiem, i jeszcze bym stosownie za to odpowiedział...
W sumie z tymi komórkami to fajny pomysł:-) Mam nadzieję, że był to skrót myślowy, bo nie mówimy oczywiście O NISZCZENIU ORYGINAŁU, o wdzieraniu się do galerii i mazaniu po obrazach, bo to jest oczywiście wandalizm. Duszamp też nie przyszedł i nie namalował wąsów oryginalnej Monie Lisie. Nie mieszajmy pojęć. Był w tym pewien zamysł, którego efekt dawał pole do różnorodnych interpretacji. Podobnie panowie Martinowie nie wykasowali oryginalnych wersji SFF (akurat w wypadku muzyki to zupełnie niemożliwe, ale niech będzie), tylko z dostępnych im materiałów muzycznych, wykorzystując fragmenty różnych wersji tej i innych kompozycji Beatlesów stworzyli tej piosenki nową/inną wersję.
PS. Odnośnie nowej wersji A Day In The Life - dodanie na początku tej piosenki lennonowskiego odliczania "Sugarplum fairy" wywołuje u mnie wzruszenie.
|
Starania sierpniowe- zasiedziałyśmy się :-)
|
Hmmmm.... Mój Pan Małżonek wprawdzie czyta, ale w przypływie pracowitości głównie jakieś głupstwa w rodzaju "Nagród Darwina" czy "Kawałów z PRL-u". Może są niemieckie odpowiedniki kawałów. Komiks dla dorosłych...?
Biżuteria odpada, ale może coś z piwem...? Nie wiem, kufle? Nietypowy gatunek piwa? Może coś z polskich browarów jesli lubi...? Może zbiera podstawki, albo fotki browarów, albo korkociągi? Albo inne piwne gadżety...?
Pisałaś tez, że lubi spacery. Więc może koszulkę-antypotkę, plecaczek trekkingowy, pokrowiec na mapę, bajerancki gwizdek, kubek-termos
No i faceci uwielbiają elektroniczne zabawki, więc jak to nie zabije budżetu domowego to może GPSa? Jesli nie ma to fajny odtwarzacz do MP3 z radiem? Może gra w jakieś gry (no chyba, że to zżera Wasz wspólny czas to nie!!!). Jakiś bajer do komórki? Stojaczek w kształcie ulubionego zwierzaka (z miejscem na fotkę żony...?
I pewnie słucha jakiejś muzyki, albo ogląda filmy...? Może coś, co obejrzelibyście razem...? Bilety do kina...? Albo na koncert...?
Mój Pan małżonke na przykład majsterkuje więc gdybym przypadkiem znała się na kluczach nasadkowych czy jakichkolwiek innych to pewnie uszczęśliwiłabym go zestawem czegoś takiego. Albo piłą elektryczną...
A tak właściwie to co zazwyczaj dajecie swoim mężczyznom w prezencie???
|
Co Was wkurza jadąc autobusem?
|
Co Was wkurza jadąc autobusem? Mnie przede wszystkim 3 rzeczy:
- "zapach" współpasażerów. Teraz to pikuś, bo chlodniej, ale jeszcze nie tak dawno w Sw.Zmarlych nie moglam doczekac wysiadki,tak walilo od jednej babci,mogla by sie choc w swieto wymyc:/ Ktos w podobnym watku 4 lata temu fajnie to ujal "Śmierdziel - wielokrotnie opisywany, ale jakoś nikt nie wpadł na to, że regulamin zabrania przewożenia substancji żrących, cuchnących i radioaktywnych, a taki lemur reprezentuje wszystkie wymienione typy."
- jak jade z samego rana, lub ostatnim kursem,coniektory kierowcy sie zatrzymują na kazdym przystanku,otwieraja drzwi,czekaja,a widac,ze nikogo nie ma na chodniku
- ostatnio pojawila sie durnowata moda na sluchanie muzyki przez komorke.Dotyczy to oczywiscie dresow/kapturowców, ktorym nie chce sie (nie stac ich??)uzywac sluchawek i caly autobus musi sluchac debilnych polskich tekstow hip=hop-podobnych. Swoja drogą drogą kiedys takie sluchanie na glosniku jakiejkowiek muzyki kojarzylo mi sie z buractwem,a teraz widze,ze oni sie tym niemal popisuja...:/
|
aktywacja w miare kulturalna
|
aktywacja w miare kulturalna Wróciłem właśnie ze spaceru, jest ciepło, dzieci jeszcze biegają po parkach. Chciałbym posiedzieć w fajnym miejscu. Trudno to określić, wszystko co przychodzi do głowy wydaje się głupie, underground, off, intelektualny sznyt. Na Grochowie brakuje miejsca w którym chciałbym teraz posiedzieć, z kameralnymi koncertami, wernisażami, miejsca w którym można posiedzieć, porozmawiać o muzyce, literaturze, zakochać się. Cały czas mam wrażenie że ten post brzmi jak bufoniada. Brakuje mi takiego Planu Be, nawet Kulturalnej, Łysego Pingwina. Chciałbym móc wyskoczyć na godzinę, napić się piwa, pogadać ze znajomymi. Ta godzina to zazwyczaj podróż w obie strony do Centrum, na Pragę. Czy Grochów musi być tylko fanatyczny? Prócz punktów z automatami mamy przecież antykwariat na Szembeka, sale prób poutykane w wielu upadłych fabrykach, mnóstwo parków. Poznajmy się, stwórzmy coś, jakąś małą lokalną społeczność. W tramwajach, na bazarze widuję wielu ludzi których chciałbym poznać. Może to nieśmiałość, może po prostu zaczepianie na ulicy zawsze wydaje się podejrzane. Są lepsze sposoby na niedzielny wieczór niż "Taniec z gwiazdami" czy plenerowa najebka przy dźwiękach muzyki z komórki. Jeśli myślicie podobnie, piszcie...
|
Streaming remedium na piractwo?
|
Streaming remedium na piractwo? Ja bym chciał tylko zwrócić uwagę ze tzw piracji kreują nowe produkty, pomysły itp. Zaczynająć od mp3. Teraz każdy słucha w komórce mp3 itp. Kto był 1wszy? Wytwórnie czy ludzie?! Teraz piraci tworzą z filmami. Paranoją jest ze jakis 13 latek potrafi zarabiac na udospenianiu filmow np. na rapidshare a artysci i prod. tego nie potrafia! Są juz tez strony gdzie mozna filmy ogladac piracko we wersji streaming. Sam korzystam z legalnego iplex ale to co bylo to juz tam obejrzalem! Branza jest w tyle. Kaze nam płacic za koszt wyprodukowania plyty, kuriera do sklepu, marzy sklepu itp Po co to nam?! WSZYSTKo mozna przeslac przez net! I mozna tez za to płacić! Juz nawet TVP reaguje szybciej tworzac fajny serwis www niz dystrubutorzy filmow! ps czemu etiudy studentów szkół filmowych nie są w sieci?! Robia film dla kilkuset osob a potem leży od archiwach. Chore! Do do ogladania filmow na kompiue. Jak ktos nie lubi to sa tv lcd ktore maja funkcje usb divx oraz lan i mozna na nich ogladac youtube. I taka pewnie bedzie przyszlosc. Telewizor podlaczony do LAN min 6mb/s i streaming z YT. I nagle sie brnaza sie zdzwi ze mozna i ze ludzie placa. ps. pamietam jak znajomy prowadzil sklep z plytami audio i musiał placić tantiemy za puszczanie muzyki klientowi w sklepie przez głosniki, puszczanie przez słuchawki - nie trzeba płacić:) Chora branza i zacofana!
|
Polska - kraj bez muzyki
|
Dość sporo tematów poruszyłeś na raz :) 1."..wąskie podejście do ekdukacji..." - zgadza się, dodał bym jeszcze że edukacja myślacego człowieka (młodego czy starszego) to nie tylko szkoła...wiesz, ja też się wychowałem w "poprzednim systemie" i jakoś tak...cały czas nie mogę się przyzwyczaić do tego chłamu (muzycznego i publicystycznego) który wylewa się z radia, z komercyjnych kanałów tv...te pieprzone teleturnieje i programy typu "gwiazdy śpiewają" czy jak im tam... 2. Odnośnie muzyki: w pracy mam kontakt z chłopakami w wieku gdzieś ok. 18 lat. Przy robocie noszą wypasione komórki na szyjach a z głośników tych komórek wylewa się czarny rap i hip-hop, zresztą swoim zachowaniem i ubiorem wzorują się na "ziomalach" zza oceanu. Ja nie mam nic do hip-hopu, jest to jakaś forma wyrażenia czegoś, ale...gdy spytałem ich o czym ten gość traktuje w swym utworze - nie wiedzą...tylko bezmyślnie naśladują. Zresztą o tym ślepym naśladownictwie fajnie napisał Andrzej Stasiuk w swojej książce "Fado" Jak gdzieś ją znajdę :) to zeskanuję ten rozdział i udostępnię 3. "jako naród nic nie spłodziliśmy sensownego...bo w sumie czym tu zawojować świat" - a tutaj się z Tobą nie zgodzę. Czy musimy zawojowywać świat swoją muzyką? "Coś" może być dobre choć pozostaje tylko "lokalne" i nie sprzedaje się w milionach egzemplarzy. To media nam wbijają do głów że dobre jest to co się sprzedaje, o czym jest głośno. Konkretnie i na szybko - zajebiście podoba mi się to co robią chłopaki z Myslowitz, to co robi RazDwaTrzy, Maria Peszek, Waglewski...
|
Kit generator?
| |
Wreszcie znów coś się pojawiło,bo ta dwójka była taka kiepska, coś dla fanów muzyki pop i rocka. Miło też posłuchać ponownie Piaska, który znikł gdzieś ostatnio. Być może z nową piosenką podbije serca młodych dziewczyn i zaczną poszukiwać nagrania do swojej komórki jako granie na słuchanie. Kto wie. Oby tak dalej.Oprócz Piaska fajny przebój zapowiada się u Kasi Wilk, Pectus czy Fat Belly Family.
|
a może słuchaweczki?
|
pagaj_75 napisał:
> Trochę boję się o uszy, bo to jeden z nielicznych organów, których chyba nadal > nie przeszczepiają :/
Dokładnie z tego samego powodu wstrzymuję się przed kupnem mp3-playera. Mam discmana i świetne jak na moje potrzeby słuchawki przenośne Koss Porta Pro, ale używam nieczęsto - bo discman duży i dużo płyt trzeba zabrać, tylko od czasu do czasu.
Za to wiem że mp3-playera będę zgarniał ciągle, co oznacza mimo wszystko zabijanie kolejnych zastępów komórek słuchowych - rodzimy się z okresloną ich liczbą, a potem już się nie regenerują - tylko giną, giną, giną.
Kiedyś przez "koreczki" (Sony) straciłem słuch na jedno ucho na trzy tygodnie, a gdy odleczyłem, pojawił się problem z drugim i kolejne dwa tygodnie leczenie. Co prawda potem przez jakiś czas niesamowicie ceniłem słuchanie muzyki (czy w ogóle - świata), ale jednocześnie świadomosć, że zabiłem kilka milionów owych komórek - do dziś mnie przeraża.
Słuchanie w podróży, czy w ogóle w ruchu jest super, rankiem w drodze na uczelnie potrafi cały dzień ustawić w fajny sposób, ale jednak... boję się, bo chciałbym na emeryturze zabrać się za porządne słuchanie muzyki. I to jest jedyny powód, dla którego jeszcze nie kupiłem mp3-playera. ;-)
|
Ewa Lewandowska-żałosne czy piękne? (Mam Talent)
|
Nie jest niewidoma !! gondra napisała:
> Żenada.
Ludzieeeeee , ona NIE JEST NIEWIDOMA !! Nie świadczą o tym jedynie dowody ze sceny, ale : Ona jest NIEDOWIDZĄCA . W sporym artykule w Angorze sama przyznała, że musi używać lupy, by odczytywać metki na ubraniach w sklepach, i że ostatnio kupiła nową komórkę z większym wyświetlaczem . Widzi kątem oka . Fakt ,że coraz gorzej ,ale WIDZI !!! Pies był potrzebny do wzbudzania współczucia , zdobycia głosów miłośników zwierząt i żeby jako kolejny zszedł ,a wtedy będzie jeszcze większy powód do użalania się . Już jest przecież " poważnie chory " - Aaa , i jeszcze żeby Foremniak kładła się koło niego . Ludzieeee ,to granie na waszych uczuciach i braku znajomości muzyki klasycznej . Moja dziewczyna jest skrzypaczką i klnie jak szewc ,kiedy słyszy wycie tej nibyśpiewaczki . Ona jest ponoć na studiach podyplomowych ( na dyplomie miała celujące oceny ) w Katowicach . Gratuluje takiego poziomu katowickiej uczelni . Kiedy to zostanie nagłośnione ?? Podejrzewam że nigdy ,bo ona niestety wygra ten program . Potrzebujemy polskiego żeńskiego odpowiednika Bocellego ? On też śpiewa że pożal sie boże . Kicz jeden to wszystko . Chłopaki byli fajni ,natualni i bez ściemy .
|
Szkoły bez komórek i odtwarzaczy MP3
|
i co ten zakaz komórek da? skoro te filmiki SĄ na tym youtubie, to znaczy, że nauczyciel, dyrektor, pedagog szkolny sobie z czymś nie poradzili. nie zabrali telefonu dziecku, które filmuje/nagrywa na lekcji, nie wpisali uwagi, nagany, nie obniżyli zachowania za nie wyłączenie dźwięku i przeszkadzanie przez to w lekcji. sugerujesz, że nauczyciel potrafi być odważny tylko wtedy, kiedy może podejść do dzieciaka na przerwie i zabrać mu telefon, bo pisze smsa albo słucha muzyki z odtwarzacza mp3 (który ma nieszczęście mieć funkcję dyktafonu)? no to sorry, ale taka pierdoła powinna wylecieć z pracy, bo się NIE NADAJE.
a gadki w stylu "20 lat temu" zostaw dla siebie. mamy sobie tkwić w PRLu, bo paru idiotów nie potrafi nauczyć swoich dzieci, że komórka to przede wszystkim przydatny sprzęt służący do komunikowania się, a nie zabawka? bo nauczyciele nie potrafią budować swojego autorytetu i wykonywać swoich obowiązków? fajnie.
idźmy dalej. powszechnie wiadomo, że osoby tak gdzieś do 14 roku życia za wielkiego użytku z internetu nie robią. zakładają słit blogaski, fanklubiki tandetnych zespołów muzycznych, nie potrafią używać google a miast tego zadają kretyńskie pytania na forach etc. ponieważ nauczyciel informatyki i tak nie nauczy ich, jak mają się zachowywać komunikując się z ludźmi w internecie, bo mu się nie chce, ani jak znaleźć tam pozyteczne i wiarygodne informacje, postuluję prowadzenie lekcji informatyki na komputerach nie podłączonych do internetu. Niech się uczą worda i excela. przez cały rok szkolny.
|
5300 czy w810i??
|
ach tak. głośnik. no cóz, dla mnie "odtwarzanie muzyki" to 99% słuchawki, 1% głośnik. puszczanie muzyki na głośniku to strasznie plebejska rozrywka. moze i by mnie to kręciło w telefonie, jak miałem 16 lat, ale nie dlatego że miałem 16 lat... tylko że to były lata 90. a komórki przypominały piloty do telewizorów :/
głośnik jest od dzwonków, nie od słuchania muzyki. oczywiście, fajnie jak głośnik jest wyraźny, najlepiej stereo jak z e398... ale są ważniejsze rzeczy w telefonie.
|
Jaki macie dzwonek w telefonie? :-)
|
A ja mam "Telefony" Republiki. Myślę, że dzwonek jak najbardziej adekwatny dla komórki. Niestety, choć polifoniczny brzmi cokolwiek plastikowo. Ale muszę przyznać, że tzw. przejścia nawet fajnie oddano. Ale jest jeden feler, następują one tak późno, że albo zdążę odebrać, albo włącza się poczta głosowa Mam też "Ulleses" z płyty "The serpent’s edd" zespołu Dead Can Dance. To prosty dzwonek, ale podobał się wielu. Niestety, w żaden sposób nie oddawał duszy tej muzyki...
|
Postęp cywilizacji
|
eee tam, ja sobie tę całą cywilizację dawkuję i całkiem mi z tym dobrze komórki używam głównie jako zegarka i budzika, jesli jej zapomnę po prostu pytam o godzinę losowo wybranego przechodnia - spokojnie mogłabym się obyć bez, ale zdaję sobie sprawę, że jestem w mniejszości... dziś nawet przeczytałam (w najnowszej Polityce), że komórki "nie posiadają głównie zwolennicy Samoobrony i Ligi Polskich Rodzin" co mnie zastanowiło, to znaczy (przynajmniej wg autorki), że komórek nie mają osoby o konserwatywnych poglądach i konserwatywnym podejściu do życia... a co? niemożliwe jest bycie niekonserwatywnym i nieposiadanie telefonu komórkowego? jedno równa się drugiemu? komputera używam w roli maszyny do pisania (praca) i kontaktu z TWA (przyjemność), gdyby nie było TWA pewnie siadałabym do niego dwa razy w tygodniu albo i jeszcze rzadziej... a teraz idą wakacje (=laptop pewnie pokryje się kurzem...) do dziś nie mam żadnego przenośnego odtwarzacza muzyki (stacjonarne mi wystarczą) tv? jak mam czas to oglądam, czasami mam ciekawsze rzeczy do roboty, na przykład ostatnie 7 dni w Warszawie :))) jeden z najszczęśliwszych okresów w moim życiu to był ten 6tygodniowy w Chorwacji: bez tv, bez stałego dostępu do internetu, bez smsów i minut do wygadania, zato z samą sobą i mnóstwem fajnych ludzi dookoła :))) czy jestem opóźniona cywilizacyjnie? pewnie tak, ale nawet nie chce mi się leczyć :) pozdrawiam Kwiecienka Jednak przy Komputerze bo innych możliwości kontaktu z TWA nie ma, albo rzadko:( więc chyba przeczę sama sobie...
|
Modern Talking. Dyskretny urok tandety
|
cze67 napisał:
> Ja wolę teńczyć przy Im Happy Just To Dance With You Beatlesów. Nie muszę do > tego od razu puszczać MT. Jest tak wiele kapel, przy których można znakomicie > się bawić a przy tym nie tracić szarych komórek... Ostatnio świetnie nam się > tańczyło przy Pogodno. >
Jakie tracenie szarych komórek ???? Czy naprawde nie mozna bawić sie przy muzyce bez rozkładania na czynniki pierwsze tego co śpiewa wykonaca. Nie lubisz muzki dance - twoje prawo, ja nie trawie Hip - hopu, rapu i jazzu (no przykro mi jazz mnie nie rusza)daleki jestem jednak od szufladkowania i oceniania czy cos jest kiczem czy też tandetą. Niedawno byłem na weselu gdzie zespół grał szlagiery Beatlesów, Czerwonych Gitar i zaraz potem Białego Misia i nikomu to nie przeszkadzało wszyscy sie fajnie bawili. Wielkim zespołom rockowym i popowym nikt nie ma zamiaru odbierac ich czołowego miejsca w panteonie sław muzy - ba nikt nie twierdzi że twórcy dance im dorównują bo to zupełnie inna bajka. A tak na marginesie fanatyczni miłośnicy muzyki powaznej uważaja rock za najwieksza tragedie która mogła spotkać muzykę, to samo mysla rockmeni o muzyce dance, miłośnicy klasycznego disco o współczesnych twórczach muzyki dyskotekowej maja podobne zdanie, zapewne za kilanaście lat powstanie cos nowego i fani rapu i hip-hopu nazwa to kiczem i jedna wielką tragedią - więcej luzu i tolerancji w gustach muzycznych to moja rada :- ))))))))))
|
Zastanawia mnie, jak to jest, że...
|
hiara76 napisała:
> Japończycy tak kochają Chopina i co ciekawe, jak to się dzieje, że tak go > umieją odebrać, że wspaniale go interpretują.Wszak należymy do dwóch zupełnie > innych kultur, a jednak, muzyka zaciera granice , te prawdziwe, te mentalne, > każde... > Tak chciałam się podzielić z Wami moimi refleksjami.
Hmm, chcialbym wrzucic swoje 3 grosze... Japonczycy kochaja Chopina? Jacy Japonczycy? Ktorzy? Prosze mi takich pokazac ( ). Nie mozna generalizowac. Na takiej samej zasadzie mozna powiedziec ze Polacy kochaja Britney Spears (przepraszam za porownanie). Sadze ze znajomosc w Japonii Chopina jest (stosunkowo, w koncu Japonia ma 3 razy wiecej ludnosci niz Polska) porownywalna z znajomoscia Britney Spears w Polsce (troche odwrotny jest przedzial wiekowy, ale liczby sie zgadzaja, no chyba ze bierzemy pod uwage mlodziez "Aaa ten kompozytor o ktorym uczylismy sie w szkole i ten co zrobil takie fajne melodyjki do komorek" ). Poziom edukacji muzycznej w Japonii jest o niebo wiekszy niz w Polsce, ale to naprawde nie znaczy, ze Japonczycy non stop sluchaja Chopina czy innej muzyki powaznej. Mlodziez slucha jpopu, starsi enki ("tradycyjne" spiewanie japonskie), a wszyscy chodza do karaoke gdzie Chopina sie raczej nie uswiadczy ( ) Co do drugiej twojej tezy: Japonczycy sami z siebie _nie_ potrafia grac Chopina i _nie_ potrafia go odbierac, ani interpretowac. Japonczycy po to wyjezdzaja do innych krajow (zwlaszcza europejskich, jesli chodzi o Chopina to glownie Polska) by sprobowac zalapac o co w tym chodzi. Sa bardzo dobrzy technicznie, ale interpretacja jest efektem ciezkiej pracy z nauczycielem, mozna nawet zaryzykowac ze 90% z interpretacji to jest interpretacja nauczyciela, a nie ucznia. Wydaje mi sie, ze jest to pochodna kultury ("moje zdanie niewiele znaczy, wazniejsze jest zdanie ogolu i starszych"). Oczywiscie zdarzaja sie (jak wszedzie) wyjatki. Ale do tego wymagana jest duza odpornosc psychiczna by wytrzymac wystawanie z tlumu ("gwozdz ktory wystaje, zostanie wbity") i nieliczne jednostki moga to przetrzymac.
PS. Tak chcialem sie podzielic z Wami moimi refleksjami ( )
|
"Zwariowani" nauczyciele
|
redakcja napisała:
>Pisze reportaz o > "zwariowanych" (w najlepszym znaczeniu tego slowa) nauczycielach. Czyli > takich, ktorzy ucza Was w fajny, niekonwencjonalny sposob. >Cześć, Iza Ja jestem nauczycielką.Ubolewam nad tym,że moi uczniowie nie mają wystarczającej motywacji do nauki ( a uczę angielskiego).Większą część klekcji muszę poświęcać na zaprowadzanie dyscypliny, ponieważ nawet nie chce im się słuchać mnie.Czują się bardzo swobodnie, rozmawiają, jedzą,niektórzy usilują słuchać muzyki, czytać gazety a nawet rozmawiać przez komórkę albo grać w karty. No, nie w każdej klasie, ale w wielu tak jest.Doszło do tego,że w szkole najbardziej lubię przerwy i to mnie martwi ... Ostatnio tak się wkurzylam w jednej klasie,że nawymyślałam uczniom od baranów (sic) co nigdy wcześniej mi się nie zdarzyło.Wreszcie zobaczyłamże się czmś przejęli.Na następną lekcję przyszli z wizytówkami "BARAN NR ... " i tu numer z dziennika.O ile mi wiadomo, nie poskarzyli się jednak dyrekcji, o dziwo.W tym samym czasie podobny incydent skończył się dla mojej koleżanki "dywanikiem" u dyrektorki... Ale to było w innej szkole.Koleżanka mam poważne problemy z kręgosłupem i bardzo źle się czuła.Ja z kolei jestem przemęczona.Już widzę ten krzyk, jaki się tu podniesie przeciwko takiemu traktowaniu uczniów.Popatrzcie też jednak na to z drugiej strony.Uczniowie nie chcą się uczyć.Program z jezyka angielskiego zawiera w ostatnich klasach treści, które są dla nich za trudne i smiertelnie nudne (chodzi mi o gramatykę typu mowa zależna, zdania warunkowe 3 typów, stronę bierną itp) podczas gdy oni nadal mają problemy z użyciem i rozpoznaniem podstawowych czasów i nadal mówią zdaniami typu "Kali zabić krowa".Mam na mysli uczniów zawodowej szkoły średniej typu technikum, którzy w wiekszości nie mają ambicji naukowych, a wystarcza im ocena dopuszczająca na semestr II( w tym miejscu przepraszam wszystkich uczniów takich szkół, którzy jednak są zainteresowani przedmiotem).Zadaję tu pytanie do nauczycieli języka w szkołach tego typu: czy mozna coś zrobić, aby zwiększyć ich motywację? czy mozna ich nauczyć dobrze języka i jak?Ja uczę już 7 lat i niestety nie daję rady, dlatego coraz częściej zastanawiam się nad sensem dalszej pracy w szkole.Abstrachując od problemu, lubię moich uczniów i rozmawiać z nimi,jest to fajna młodzież ( na ogół).
|
muzyka na rowerze??
|
Jasne, czechofilu, zabrońmy wszystkiego, zlikwidujmy wszystko.. (czyżby ukryty wyborca Kononowicza!). Szczęka, rece i zała reszta opadają, jak się czyta takie postulaty. Pewnie, wymyslmy dużo nowych zakazów, będzie można wprowadzić wiele wspaniałych, nowych kar! Ile nowych miejsc pracy!
I do tego ten przyklad z rowerzystą ze słuchawkami.. Nie wiem czy masz dzieci, ale jesli masz, to czy takie im dajesz rady: lagą po plecach, groźbą i poprawić z kopyta, jak chca założyć mp-truche wychodząc na rower? Wspołczuję.
Ja na 90% przejażdżek mam ze soba cos co gra, od kiedy daje sie to zabierać ze sobą, 20 lat temu to był walkman, potem discman, teraz mp3 - genialny wynalazek, bo nic nie waży i nic miejsca nie zabiera.
No i ważne, a o czym, jak wskazuje Twój post, mozesz nie wiedzieć: każde z tych urzadzen ma standardzie: play, stop i volume (z ang.). Korzystając z tych funkcji oraz kilku szarych komórek mozna dostosować to urządzenie do warunków jazdy. Aha, włączenie play nie odłącza automatycznie szarych komórek, więc jesli ktos z nich i tak nie korzysta, to to, czy ma słuchawki na uszach, czy nie, nie zmieni jego zachowania na rowerze.
A z zakazu sluchania muzyki, to chyba nawet w Pólnocnej Korei nie mają (ale głowy bym nie dal).
Zadrżałem, czechofilu, po przeczytaniu Twojego postulatu. Zaleciało głęboką komuną, i siarką...
A do Rowersa:
odpowiednio dobrana muzyka, jesli jeszcze ma fajne tempo, potrafi dodac skrzydeł i kilometry lecą dużo szybciej. Ale przyznaję, że czasami słucham tez na rowerze tok fm (w domu wyłącznie).
A co do gatunków, to mam takie pomieszanie rodzajów i stylów, że pewnie wielu ideologów muzycznych mialoby ochotę polożyć mojego iriver'a pod tramwaj. Bo co moze byc gorszego dla muzycznego, stylowego purysty, niż posiadanie w jednym malutkim urządzeniu obok siebie np Kazika i Rihanny :) Zapewniam, że mam wiecej takich mrożących krew zestawień. Ale na rower potrzebny jest odpowiedni rytm i tempo!
|
pytanie o muzyke z reklamy komorki
|
pytanie o muzyke z reklamy komorki jest taka reklama telefonu sony-ericsson z facetem i laska, ktorzy ida tak rownolegle na dwoch polowkach ekranu i gra przy tym fajna muzyczka. wiecie, co to za muzyczka? kto ja wykonuje? bede wdzieczny za pomoc.
|
pytanie o muze z reklamy komorki
|
pytanie o muze z reklamy komorki jest taka reklama telefonu sony-ericsson z facetem i laska, ktorzy ida tak rownolegle na dwoch polowkach ekranu i gra przy tym fajna muzyczka. wiecie, co to za muzyczka? kto ja wykonuje? bede wdzieczny za pomoc.
|
Pytania Przed Zakupem, URGENT!!!!!!!!!!!
|
1. pierwsze pytanie jest chyba retoryczne (wiadomo ze iPod jest najleprzy :P )
2. Ja na swojim Video 60 mam ok. 14,33 Giga muzyki 361,9 Mega Video 2,11 Giga zdjęć i 10,88 Giga różnych danych dodatkowo mam 28,01 Giga wolnego i przyznam ze daje mi to taki komfort ze jeśli pójde do kumpla i nagle zobacze ze ma na kompie 10 fajnych filmów których nie widziałem to w każdje chwili kome je zgrać i zabrać do domu bez konieczności wypalania płytek (dodam ze zgrywanie 11 giga filmów na iPoda zajeło około 8 minut WOOOOW) Myśle ze gdybym kupował iPoda teraz napewno wziął bym wersję 80. CO pprawda nie wykożystuje wszystkiego ale przecież za rok czy dwa moja biblioteka audio moze sie powiększyć a fajknie jest słuchac w autku czego sie tylko chce zamiast żąglować CD-kami (warto od razu zastanowić sie nad jakimś sprzętem do podłączenia zabaweczki do samochodowego audio).
3.Filmy na ipodzie ogląda sie super coprawda po jakiś 3 godzinach zaczynają lekko piec oczy ale w końcu od czytania książek też a nikt nie mówi "Nie kupie tej książki bo jest mała i sie bedzie cieżklo czytać" :P
4.Dla przykładu mam film BLADE na swoim iPodzie zajmóje on w wersji płytkowej równe 700 Mega i trwa godzine i 48 minut. PO skonwertowaniu na iPoda zajmóje on 691 MEga (nie jest to specjalna kożyść pamięciowa ale to i tak kropla w morzu dla mojego Video 60)
5. JA nie używam napisów j. agielski w amerykańskiej kinematrografii jest na takim poziomie ze radzę sobie z nim bez poroblemu :P ale czytałem na forum ze da sie to zrobić bodajże programem dr.divix ale nie jestem pewien poszukaj gdzieś na tym forum to pisało nawet niedawno chyba ktoś o tym mówił i wynikało z tego ze to łatwe ale głowy za to nie dam. A czy trudno si eje czyta????? no skoro tytuły piosenek czyta sie bez problemu a nawet notatki textowe to dlaczego napisy do filmu miało by sie źle czytać :P
6. KAżdy komp po podłączeniu iPoda reaguje na neigo wmiare szybko i poprostu w Mój KOMPUTER pojawia sie nowy dysk. Nie można co prawda w ten sposób ingerować w muzyke zgraną na iPOda zdjęcia itp. ale spokojnie mozna kopiowac tam różne dane. Wystarczy w iTuns ustawić odpowiednią opcję. Ipod idealnie nadaje sie jako przenośny dysk dzięki temu ze nie bazuje na pamieci FLASH tak jak rózne modne ostatnio PENDRIVE-y tylko posiada własny dysk taki jak w komputerze. Wszystko zgrywa się BAARDZO Szybko jedyna wada jest taka ze zawsze trzeba przy sobie nosić kabel :P ale mozna sie przyzwyczaić.
OD razu przepraszam za wsyztskie błędy ortograiczne i spujnośc mojich wypowiedzi ale starałem ci sie w miare jasno i szybko odpowiedziec na wszystkie Twoje pytania. Mam nadzieje ze choć troche zaraziłem cię chorobą białych pudełeczek :P
|
Nokia E52 i Nokia N86 8MP już w Polsce
|
Ja bardzo lubię Nokię , mam teraz N95 i uważam że jest to fajna komórka. Lubię na niej posłuchac muzyki, czasem jakaś gra nielosowa, czyli strategie np.
|
jakie gadżety warto mieć w telefonie ?
|
jakie gadżety warto mieć w telefonie ? Za kilka miesięcy przyjdzie pora na zmianę mojej obecnej komórki i zaczęłam się zastanawiać, jaką kupić jako następną.
Mam abonament w Erze - płacę niecałe 40 zł - 80 minut do wszystkich sieci, ale zwykle całości nie wykorzystuję. Teraz używam Nokii 6103 www.telepolis.pl/telefony.php?id=890# Jestem średnio zadowolona - obudowa typu puderniczka jest fajna, ale nietrwała (jest jedno małe pęknięcie i mam nadzieję, że do lutego telefon wytrzyma). Aparat foto okazał się zupełnie niepotrzebnym gadżetem, bo zdjęcia są małe, niewyraźne i nawet nie chciało mi się kupować kabelka i zrzucać je do komputera. Radia w zasadzie nie słuchałam, bo dźwięk miał słabą jakość. Z internetu korzystałam sporadycznie - ostatnio płacę za parking w Warszawie przy użyciu systemu mobilet i niemiło zaskoczyła mnie powolność działania komórki i wysokie koszty połączeń (już kupiłam inny pakiet ). Nieproporcjonalnie drogie okazały się MMS - wygodniej jest zrobić zdjęcie normalnym aparatem, przenieść je na kompa i wysłać mailem. Konieczność ładowania co kilka dni mi nie przeszkadza.
Jakie gadżety czy bajery (poza dzwonieniem i wysyłaniem SMS) sprawdziły się u Was ? Zastosowanie calkowicie prywatne, a nie służbowe.
* czy lepszy (jaki?) aparat w komórce daje zdjęcia o przyzwoitej jakości ? Nie oczekuję cudów, ale fajnie byłoby móc zrobić fotkę ciucha w przymierzalni i obejrzeć je w domu.
* czy odtwarzacz mp3 umożliwia wygodne słuchanie muzyki ? czy można bez problemu przenieść pliki z komputera ?
* jak to jest z internetem w komórce ? - warto z niego korzystać, czy wychodzi strasznie drogo za nędzną jakość i lepiej odebrać maile po powrocie do domu ? czy szybkość działania to kwestia samego telefonu czy sieci ?
* czy warto kupować telefon z GPS - czy to tylko imitacja prawdziwego nawigatora ?
czy jest coś na co nie wpadłam ?
|
Mam Talent juz nikt nie oglada? ;)
|
gondra napisała:
> Żenada.
Popieram . > Kibicowałam Audiofeels oraz FM i temu tańczącemu chłopakowi. > Wiedziałam, że przejdą pierwsi lub drudzy i śpiewająca niewidoma > dziewczyna - dlatego, że jest niewidoma.
Ludzieeeeee , ona NIE JEST NIEWIDOMA !! Ona jest NIEDOWIDZĄCA . W sporym artykule w Angorze sama przyznała, że musi używać lupy, by odczytywać metki na ubraniach w sklepach, i że ostatnio kupiła nową komórkę z większym wyświetlaczem . Widzi kątem oka . Fakt ,że coraz gorzej ,ale WIDZI !!! Pies był potrzebny do wzbudzania współczucia , zdobycia głosów miłośników zwierząt i żeby jako kolejny zszedł ,a wtedy będzie jeszcze większy powód do użalania się . Już jest przecież " poważnie chory " - Aaa , i jeszcze żeby Foremniak kładła się koło niego . Ludzieeee ,to granie na waszych uczuciach i braku znajomości muzyki klasycznej . Moja dziewczyna jest skrzypaczką i klnie jak szewc ,kiedy słyszy wycie tej nibyśpiewaczki . Ona jest ponoć na studiach podyplomowych ( na dyplomie miała celujące oceny ) w Katowicach . Gratuluje takiego poziomu katowickiej uczelni . Kiedy to zostanie nagłośnione ?? Podejrzewam że nigdy ,bo ona niestety wygra ten program . Potrzebujemy polskiego żeńskiego odpowiednika Bocellego ? On też śpiewa że pożal sie boże . Kicz jeden to wszystko . Chłopaki byli fajni ,natualni i bez ściemy .
Ja sie zgadzam, to dobrze, że wychodzi z domu, daje przykład ludziom > , > robi coś ze swoim życiem. Podziwiam ja - nie wiem czy będąc w takiej sytuacji > zdobyłabym się na odwagę, czy miałabym w sobie tyle siły. Ale przecież tu nie > chodzi o pomaganie dziewczynie czy innym ludziom niepełnosprawnym - chodzi o to > żeby zgarnąć jak najwięcej kasy, żeby poszło jak najwięcej smsów. Dlatego celuj > e > sie w tani sentymentalizm, wygrywa niewidoma Ewa czy wyglądające jak > nieszczęśliwe sieroty Magda od gimnastyki czy stara-malutka Klaudia. Bo my > lubimy sie litować.
|
iPod: prywatność na wynos
|
też mi odkrycie... ...iPod nic nie zrewolucjonizował, rewolucją był Walkman Sony! od tego czasu już niewiele się zmieniło - zmienił się tylko format i dostepność plików...
Ipod nic praktycznie nie wniósł - poza wielkim halo, jakie ciągle wokół niego robią... ale to juz zasługa speców od marketingu - autorzy widzę ulegi tej magii :) odniosłem w ogóle wrażenie, że ten artykuł jest sponsorowany :)
no a jak ktoś dopiero teraz "odkrył" przenośne odtwarzacze to gratuluję - faktycznie to jakby zachwycać się rewolucją, jaką robią właśnie pralki albo np. elektyczne szyby w samochodach :)
ja, choć nie jestem stary, używam przenośnych odtwarzaczy od baaardzo dawna i te całe "halo" wokół iPoda mnie bawi i dziwi zarazem - stało się to trendy (dżezi czy jak tam) wszyscy zaczęli kupować i nagle odkryli jakie to super :) co najmniej 10 lat za późno :)
ja zacząłem od walkmana Sony w podstawówce, a od liceum już nie mogłem przeżyć bez słuchawek na uszach - i do dziś nie wyobrażam sobie samotnego spaceru, biegania, podróży czy jazdy na rowerze bez muzyki - to byłoby straszne...
no ale fakt, że z takim iPodem jest teraz łatwiej niż kiedyś z kaseciakiem, czy później z odtwarzaczem CD (choć miałem też NAPĘ na płyty CD 8cm, gdzie można było wgrywać mp3 - to już był fajny sprzęt ;P) - ale od kilku lat, gdy weszły na dobre flashowe mp3, nikt normalny nie powinien się jarać jakimś iPodem - to sprzęt jak każdy inny... a teraz, gdy mp3 można słuchać nawet z komórki (sam używam do tego celu telefonu K750i i nie jest źle - choć na pewno jakość jest gorsza, ale za to wystarczy mi jeden aparat a nie dwa)
|
moja komorka...
|
niestety, moja komorka jest raczej odtwarzaczem muzyki i konsola do gier... bede musiala rzeczywiscie gdzies ja ukryc przed slubnym. mazus kupil sobie niedawno super fajna komore, ale niestety nie zawiera ona jego ulubionego sudoku...
|
Wschodzaca Gwiazda z naszego Regionu
|
..." . Kiedy inni ci zazdroszczą i robią głupie uwagi - Zauważyłem, że moi bliscy bardzo ten mój debiut w telewizji przeżywają. Bo w telewizji, bo w szansie i w ogóle... Cieszą się, bardziej niż ja - mówi poważnie. - Dla innych? Już samo to, że wystąpiłem w telewizji, jest dla niektórych czymś, czego można mi zazdrościć. To wydaje się niektórym tak trudne do zrealizowania, tak nieosiągalne... Tak jakby wystąpienie w telewizji od razu robiło z ciebie gwiazdę. I że ty będziesz zachowywał się jak gwiazdor. A to jest konkurs po prostu i już. Robi się poważny i nawet nie kiwa się już na swoim malutkim taborecie. Szansa na sukces to tylko program rozrywkowy, a tu od razu zaczęły się pojawiać pytania: "ty, gwiazda, a kasy ile zgarnąłeś?" albo "no i co teraz, kolego, propozycje już się posypały?". Inni jeszcze inaczej - za plecami szepczą, miny robią, złośliwi są, traktują cię, jakbyś zachowywał się, jak nie wiadomo kto. Albo niby nic nie mówią wprost, ale... - No wiesz, to taka wyższa szkoła jazdy - mówi Marcin. - Nie rozumiem tego, przecież ja wygrałem tylko jakiś tam etap. Za sukces mógłbym uznać wygraną w majowym finale dopiero. - Aż strach pomyśleć, co wtedy by się działo... - Ale i tak nie wygram. Nie tym razem. Robimy sobie małą przerwę na zrobienie kilku zdjęć. - To jak mam się ustawić? Może za keyboardem? A może wystawię głowę z dziury w ścianie? Kapelusz słomkowy mam założyć? No nie, jest przybity gwoździem do drzwi. Po sesji zdjęciowej: - Wiesz co, ogólnie rzecz biorąc przyjemnie jest po takim programie. Na drodze krzyżowej i w lumpeksie Miało być tak: Marcin umówił się z siostrą, ciocią i kuzynem, że kiedy wrócą z nagrania, nikomu nic nie powiedzą, jak poszło. Że wszystkich będą namawiać do oglądania programu w telewizji, że mówić będą tylko: fajnie było, zobaczysz mnie w telewizji za kilka dni. A pytali wszyscy - bo całe Gruczno wiedziało, że ich Marcin jedzie do telewizji. Pytali, i pytali, aż... Usłyszeli odpowiedź. Ciotka nie wytrzymała, zadzwoniła do ojca, za granicę, ojciec zadzwonił do kogoś w Grucznie i tak wszystko się wydało. Gratulacje były od rana do nocy, przez kilka dni. - Co raz ktoś przychodził do mamy do sklepu - mama prowadzi lumpeks we wsi - i całował się, przytulał do mamy. Gratulował syna. Na ulicy też. Miło było. A telewizja programu nawet jeszcze nie puszczała! Co tu się dziwić. Marcina wszyscy znają z kościoła, w którym śpiewał kiedyś. Siostra na drodze krzyżowej na przykład na gitarze grała i śpiewała z Marcinem. Czasami tak, że ludzie łzy w oczach mieli. Teraz Marcin też w Grucznie śpiewa i gra na saksofonie - na weselach. Ma z kolegą zespół co "Gest" się nazwa. I stąd jest nie tylko na wsi, ale i w okolicy znany. - Talent mam po ojcu. Ojciec kiedyś pięknie śpiewał i miał kapelę weselną "Gest", właśnie. Ale i teraz gdy go na scenę poproszę, to nie mam się czego wstydzić. Teraz ojciec pracuje w Niemczech - składa rowery, ale często przyjeżdża. Oczywiście, że mnie oglądał. A kiedy tylko program się skończył, zadzwonił i powiedział, że mogłem się inaczej ubrać! - śmieje się. Zadzwonił zresztą bardzo późno, bo po 23. Wcześniej komórka Marcina ciągle była zajęta. Kiedy idziesz po schodach z gwiazdami Godzinami może opowiadać o Grucznie. Że taka piękna wieś, zadbana. Kiedy skończy studia, tam właśnie chce zamieszkać i prowadzić "normalne życie". Chce pieniędzy mieć tyle, żeby wyżyć, pracować w szkole jako nauczyciel. Muzyki, rzecz jasna. - Muzyka jest moją pasją, ale nie słyszę jej wszędzie, nie zjadam fortepianu na śniadanie. Co najbardziej utkwiło mu w pamięci z tamtego dnia, z programu? Aparat na zębach Kasi Stankiewicz i przywitanie, które mu zgotowała przyjaciółka i kuzynostwo mieszkające na stancji nad nim: - Wjeżdżam na podwórko, a na drzwiach napis: "Witamy gwiazdę!". Wchodzę na schody, a oni gaszą światło. Ja zapalam, oni gaszą. Nagle patrzę, a na schodach przyklejone są gwiazdy, które świecą tylko w ciemnościach. Idę więc po tych gwiazdach, a oni na górze chlebem i solą mnie witają. I szklanka piwa z wódką... To było takie miłe. Tak samo jak to, że po programie wielu ludzi chciało, żeby zagrał na ich weselu. Tak wielu, że roku by nie starczyło.
Joanna Grzegorzewska 24 Grudnia 2003 gp"
- zycze Marcinowi wiele Sukcesow w zyciu osobistym i oby Jego krariera przyniosla wiele Dobra
radca
|
Wschodzaca Gwiazda
|
..cd Kiedy inni ci zazdroszczą i robią głupie uwagi - Zauważyłem, że moi bliscy bardzo ten mój debiut w telewizji przeżywają. Bo w telewizji, bo w szansie i w ogóle... Cieszą się, bardziej niż ja - mówi poważnie. - Dla innych? Już samo to, że wystąpiłem w telewizji, jest dla niektórych czymś, czego można mi zazdrościć. To wydaje się niektórym tak trudne do zrealizowania, tak nieosiągalne... Tak jakby wystąpienie w telewizji od razu robiło z ciebie gwiazdę. I że ty będziesz zachowywał się jak gwiazdor. A to jest konkurs po prostu i już. Robi się poważny i nawet nie kiwa się już na swoim malutkim taborecie. Szansa na sukces to tylko program rozrywkowy, a tu od razu zaczęły się pojawiać pytania: "ty, gwiazda, a kasy ile zgarnąłeś?" albo "no i co teraz, kolego, propozycje już się posypały?". Inni jeszcze inaczej - za plecami szepczą, miny robią, złośliwi są, traktują cię, jakbyś zachowywał się, jak nie wiadomo kto. Albo niby nic nie mówią wprost, ale... - No wiesz, to taka wyższa szkoła jazdy - mówi Marcin. - Nie rozumiem tego, przecież ja wygrałem tylko jakiś tam etap. Za sukces mógłbym uznać wygraną w majowym finale dopiero. - Aż strach pomyśleć, co wtedy by się działo... - Ale i tak nie wygram. Nie tym razem. Robimy sobie małą przerwę na zrobienie kilku zdjęć. - To jak mam się ustawić? Może za keyboardem? A może wystawię głowę z dziury w ścianie? Kapelusz słomkowy mam założyć? No nie, jest przybity gwoździem do drzwi. Po sesji zdjęciowej: - Wiesz co, ogólnie rzecz biorąc przyjemnie jest po takim programie. Na drodze krzyżowej i w lumpeksie Miało być tak: Marcin umówił się z siostrą, ciocią i kuzynem, że kiedy wrócą z nagrania, nikomu nic nie powiedzą, jak poszło. Że wszystkich będą namawiać do oglądania programu w telewizji, że mówić będą tylko: fajnie było, zobaczysz mnie w telewizji za kilka dni. A pytali wszyscy - bo całe Gruczno wiedziało, że ich Marcin jedzie do telewizji. Pytali, i pytali, aż... Usłyszeli odpowiedź. Ciotka nie wytrzymała, zadzwoniła do ojca, za granicę, ojciec zadzwonił do kogoś w Grucznie i tak wszystko się wydało. Gratulacje były od rana do nocy, przez kilka dni. - Co raz ktoś przychodził do mamy do sklepu - mama prowadzi lumpeks we wsi - i całował się, przytulał do mamy. Gratulował syna. Na ulicy też. Miło było. A telewizja programu nawet jeszcze nie puszczała! Co tu się dziwić. Marcina wszyscy znają z kościoła, w którym śpiewał kiedyś. Siostra na drodze krzyżowej na przykład na gitarze grała i śpiewała z Marcinem. Czasami tak, że ludzie łzy w oczach mieli. Teraz Marcin też w Grucznie śpiewa i gra na saksofonie - na weselach. Ma z kolegą zespół co "Gest" się nazwa. I stąd jest nie tylko na wsi, ale i w okolicy znany. - Talent mam po ojcu. Ojciec kiedyś pięknie śpiewał i miał kapelę weselną "Gest", właśnie. Ale i teraz gdy go na scenę poproszę, to nie mam się czego wstydzić. Teraz ojciec pracuje w Niemczech - składa rowery, ale często przyjeżdża. Oczywiście, że mnie oglądał. A kiedy tylko program się skończył, zadzwonił i powiedział, że mogłem się inaczej ubrać! - śmieje się. Zadzwonił zresztą bardzo późno, bo po 23. Wcześniej komórka Marcina ciągle była zajęta. Kiedy idziesz po schodach z gwiazdami Godzinami może opowiadać o Grucznie. Że taka piękna wieś, zadbana. Kiedy skończy studia, tam właśnie chce zamieszkać i prowadzić "normalne życie". Chce pieniędzy mieć tyle, żeby wyżyć, pracować w szkole jako nauczyciel. Muzyki, rzecz jasna. - Muzyka jest moją pasją, ale nie słyszę jej wszędzie, nie zjadam fortepianu na śniadanie. Co najbardziej utkwiło mu w pamięci z tamtego dnia, z programu? Aparat na zębach Kasi Stankiewicz i przywitanie, które mu zgotowała przyjaciółka i kuzynostwo mieszkające na stancji nad nim: - Wjeżdżam na podwórko, a na drzwiach napis: "Witamy gwiazdę!". Wchodzę na schody, a oni gaszą światło. Ja zapalam, oni gaszą. Nagle patrzę, a na schodach przyklejone są gwiazdy, które świecą tylko w ciemnościach. Idę więc po tych gwiazdach, a oni na górze chlebem i solą mnie witają. I szklanka piwa z wódką... To było takie miłe. Tak samo jak to, że po programie wielu ludzi chciało, żeby zagrał na ich weselu. Tak wielu, że roku by nie starczyło.
Joanna Grzegorzewska 24 Grudnia 2003 gp"
- zycze Marcinowi wiele Sukcesow w zyciu osobistym i oby Jego krariera przyniosla wiele Dobra
radca
|
Piate!!!!Piatek!!!Wolnosci poczatek!!!!Hurraa!!!!!
|
Znowu jestem mocno spóźniony, siła wyższa, zamiary miałem dobre, nie wyszło. Pilnie przeczytałem wszystkie wieczorne wpisy w wątku piatkowym, przede wszystkim wpadła mi w oko obecność, no kogo , jasne ze Slo , stęskniła sie jak widać za vistulą i nami, wcale się jej nie dziwię. Pamiętam jak przed rokiem spotkałem na innym forum Kendo, był to dla mnie szczęśliwy zbieg okolioczności. Tegop konkretnego dnia straszna niechęć do pracy poczułem, zdesperowany wielce zaczełem bawić sie internetem i przypadkowo trafiłem na fora gazety. Jakaś bidula zaliła sie tam na niegodziwości zycia, włączyłem sie, przyznaję, ze dosyć złośliwie, poparła mnie, nie znana mi wówczas, Kendo i tak zaczeła sie moja forumowa przygoda. Zaprosiła mnie nasza szefowa (wiem Kenduś, ze nie lubisz tego określenia ale odrobina złośliwości nikomu nie zaszkodzi) na Vistulę i tak wsiąkłem w nią, ze nie mam zamiaru z niej rezygnować, chyba ze mnie siłą z rzeczki wyciągniecie ale i tak odwołam sie wówczas do trybunału praw człowieka Mam nadzieję, ze naszą nową vistulankę Mychę porwie nurt vistulowy i, podobnie jak wszyscy stali bywalcy, żyć juz bez Kendusiowego forum nie bedzie umiała. Siłą vistuli jest roztaczane przez nią ciepełko, jest jak dom, chce sie do niej wracać chociaz na chwilę zeby dobrą atmosferą nasiąknąć, pogawedzić, poplotkować, posmiać sie czy posmucić razem. Mówimy tu o wszystkim, dzisiejszy wieczór okazał się typowo vistulowy, pomieszanie z poplataniem, narowienie wątków, swoja droga fajne określenie , było o ogrodzie, piosenkach i komórkach, o tesknotach i rozmowach, jak w zyciu. Swoje dwa grosze dołożę do tematu komórkowego, uważałem kiedyś telefon komórkowy za swojego osobistego wroga, swoistą smycz, coś co krępować i ograniczać zaczyna moja wolność, dzisiaj zmieniłem zdanie, nie powiem za czyja sprawą, ale mozna poprzez komórkowe łącza usłyszeć kogoś mmmmmmmm ))) No co, tak sobie tylko głośno pomyslałem Pytałaś Slo o Casablankę a raczej o wykonawczynię piosenki z tym słowem na poczatku, nie wiem kto to jest, nie kojarze utworu ale pamiętam wielokrotnie ogladany przeze mnie film o takim tytule z Bogartem i Bergman w raolach głownych. Jest w nim scena w knajpie, Bogart stoi przy fortepianie i prosi czarnoskórego pianistę o powtórne zagranie tej samej melodii, zawsze mnie ten fragment filmu urzekał z powodu wspaniałej niezapomnianej muzyki, jeszcze dźwięczy mi ona w uszach, piekna, taka spokojna i wyciszająca, coś co polecałbym słuchac naszej Kasikk, miałabyś jeszcze lepsze samopoczucie )) Ale sie rozpisałem, miało być tylko jedno zdanko i cześć Acha, musze Wam powiedzieć, ze dostałem dzisiaj e-mail od naszej koleżanki Kajtulo i wiecie co, podziwiam ja coraz bardziej )
|
Co ciekawsze fragmenty Biblii
|
> Problem w tym, że nie ,,dorosną''. I już odbębniłam. Fajnie było . > Poza tym, za kilka miesięcy mam być świadkiem do bierzmowania, a bez tego ani > rusz.
I czego będziesz świadkiem? Kolejnej farsy? > > W organizmie KOBIETY. A, z tego co zauważyłam, to troszczysz się bardziej o > płód niż o nią.
Troszczę się o oboje. Tyle, że uważam, że egoizm matki nie może pozbawiać szansy na narodziny i życie dziecka.
Poza tym np. menstruacja też powoduje różne hormonalne zmiany. Tak, naturalne, cykliczne, w które się nie ingeruje.
> Czy to coś znaczy? I ma coś w ogóle do rzeczy?
Ty chyba nie za bardzo umiesz czytać ze zrozumieniem.
I nic nie musi powodować zaburzeń - jeśli już, to chwilowe.
Nie powinno być nawet tych chwilowych. Wywołanych niepotrzebną, nieuprawniona i brutalną ingerencją.
OK, sama tego chciałaś. Więc: czy kiedy dorosłego człowieka przetniesz na tułów i nogi, to już nie będzie człowiek?
A czy w takim razie jak porozrywasz na kawałki płód to nie będzie to człowiek? Naprawdę nie widziałaś nigdy zdjęć z "pozostałosciami" po aborcji??? Proszę - żeby było jasne - z pierwszego trymestru, kiedy jak twierdzisz dziecko jest tylko "zlepkiem tkanki":
www.priestsforlife.org/resources/photosbyage/index.htm > > > Którzy? Poza tym - co to jest "najlepszy artysta"? > Może nie najlepsi, dobra (choć dla mnie tak). Ale narkotyki naprawdę dały > światu wielu wspaniałych ludzi (chociaż też odebrały). Ja np. nie wyobrażam > sobie życia bez muzyki Janis Joplin czy Dżemu.
A pamiętasz jak skończyła Janis Joplin???
Poza tym "de gustibus non disputatur", ale akurat czy Dzęm jest czymś szczególnym??? Chyba jednak troszkę lepszych, ciekawszych i nie naćpanych artystów by się znalazło... > > Aha. Czyli jak się płaci podatek na kościół (mimo że księża opływają w > majątku), to wszystko jest super; a jak się płaci na leczenie (a zdrowie od > kościoła jest dużo ważniejsze) to już nie pasuje?
Od kiedy to płacimy podatki na kościół??? Oświeć mnie, bo ja takiego podatku nie znam. Natomiast składkę zdrowotną i owszem. Aktualnie ponad 8% przychodu, docelowo 9%. > > Gdzie uczą proroków...?
Nigdzie. Zajrzyj sobie do statystyk holenderskich.
> A nielegalność prochów zapobiega?
Całkowicie nie, natomiast zdecydowanie utrudnia. A to już jest coś.
Mało jest dealerów? Jak ktoś chce je kupić, to i tak kupi. A tak by się przynajmniej zmniejszyła ,,przestępczość'' i byłby interes ekonomiczny, na którym tak Ci zależy - dużo, dużo mniej więźniów do utrzymania (bo dealerzy nie wiadomo za co dostają tak wielkie wyroki), a na to też przecież idą pieniądze od państwa.
Ogromna wiekszość odsiadujących wyroki to tzw. przestępstwa pospolite natomiast za narkotyki (niestety) siedzą nieliczni. ALe to jest problem efektywnosci policji. Przesztępczośc zapewne tez zmalałaby hgdybysmy zalegalizowali kradizeże czy rozboje i pare innych rzeczy.
Co do połówek jeszcze - jednokomórkowa zygota jest już człowiekiem, ale taka > sama, tylko w dwóch częściach jeszcze nie jest??? Przecież to totalna abstrakcja
Zadna abstrakcja. Czyta biologia. Przecież właśnie fakt połączenia (poczęcie) jest początkiem życia nowej istoty. Z samego plemnika czy samej komórki jajowej nie rozwinie się nowy organizm. Z zarodka i owszem. Powstaje "nowa jakość" - nowa istota wyposażona w komplet genów matki i ojca i rozwija się z niej nowy organizm.
|
Windows 7 Starter - nie zmienisz w nim tapety
|
Gość portalu: xyz napisał(a):
> Tak człowieku poprostu brat blizniak > > jakilinux.org/reviews/Windows/WindowsXP_default.png > jakilinux.org/reviews/thinkpad_x61s_linux/ubuntu_desktop.png
Na szczęscie kolejną wyższością linuxa jest to, że można wybrać sobie jednego z wielu menadżerów okien.
img22.imageshack.us/img22/613/pulpitz.jpg To jest moje Kubuntu (czyli Ubuntu z KDE).
> Zaczynajac od takich banałow jak sam fakt ze menu jest u gorze i ma 3 pozycje.
Jak widzisz, menu mam na dole, ale mogę mieć na górze, na lewo, na prawo, albo jako okienko w dowolnym miejscu. I ma więcej niż trzy pozycje, a instalację mam dość ubogą raczej.
> poprzez kolorystyke
Kolorystyka jest w pełni ustawialna w sposób łatwy, przyjemny i o zakresie o którym w XP można tylko pomarzyć. Dodatkowo mogę wybrać, czy wszystkie uruchamiane programy mają przyjmować ustaloną kolorystykę czy używać własnej.
, copizFuzzion w domyslnej instalacji
Co to jest copizfuzzion? Nigdy o tym nie słyszałem...
konczac na fakcie ze > ma x desktopow (4 pupity domyslnie dostepne)
Mój ma jeden. Ale do wyboru mam od 1 do bodajże 16. NIe lubię tego, ale np. w komórce mam dwa, bo ekranik jest za mały i tak mi wygodniej. > > Tak kurcze normalnie wypisz wymaluj sciagneli wszsytko z windy. Co wiecej > dolozyli cos co winda pewnie bedzie miala za 5 lat dopiero ...
Raczej nie ściągnęli z windy, bo w KDE te wszystkie bajery są od kiedy pamiętam (a linuxa używam już z 8 lat). Za to mam tu pewne bajery którymi szczycił się Windows Vista jako niesamowite rewolucje. I ja niektóre z nich to miałem na długo przed w ogóle jakimiś plotkami że Vista się pojawi. Oczywiście są to tylko bajery, których mało kto używa, bo poza byciem bajeranckimi niewiele wnoszą. Najważniejsze jednak to, że system działa stabilnie i nic w nim nie muszę robić (choć to prawda, z 5 lat temu jak miałem Mandrake to to było dla wytrwałych). Dziś Linux to jest w pełni system dla ludzi. Jest internet, torrenty, aMule, IRC, Gadu, Skype (w którym bez sterowników z płyty działa moja kamerka z logo Win XP, której Win XP nie widzi nawet po zainstalowaniu sterowników), bezproblemowo widzi moją komórkę (LG Cookie, Windows jej nie chce widzieć bez płyty ze sterownikami), mam Firefoxa, Operę, Konquerora do wyboru, oglądam filmy nie pamiętając co to problemy z kodekami oraz słucham sobie muzyki z fajnie zaprojektowanego odtwarzacza odtwarzającego wszystkie leżące u mnie w folderze "muzyka" formaty (.sid .stm, .mod, .s3m, .xm, .vaw, .wma, .mp3, .ogg, .m4a i co tam jeszcze) oraz Open Office do zastosowań biurowych z którym nigvdy nie miałem problemów zgodnosci z produktami microsoftu, a używam w podstawowym arkuszy kalkulacyjnych, rozbudowanych dokumentów tekstowych i prezentacji (choć czasem rozjeżdża się format tekstów przy eksporcie co bardziej skomplikownych plików do .doc, ale na to jest sposób - export do .pdf) oraz działa mi słownik polsko-angielski collinsa (jest specjalne dokowanie, działa w trybie tekstowym, ale za to dzięki temu znacznie szybciej.
Co jeszcze: oprócz jakichś problemów systemowych w moim XP które nie pozwalają mi pograć w grę z 2000 roku z powodu błędu w jakiejś bibliotece nie udało mi się go jeszcze zmusić do współpracy z drukarką HP Laserjet 3030, którą dostałem z biura firmy ponieważ nie działał fax. U mnie pod linuxem działa pięknie i skaner, i drukarka, I FAX. A wszystko po kliknięciu na okienko które pojawiło mi się przy pierwszym jej podłączeniu.
Więc z całym szacunkiem gó... wiesz o Linuxie i prosiłbym żebyś nie uprawiał antylinuxowej propagandy tak jak ja nie wyrażam się na temat Windowsa Visty którego używam tylko na uczelni, które działa wolniej i zawiesiło mi się z 5 razy w ciągu ostatniego roku akademickiego, ale to może wina administratorów sieci, więc nie będę atakował samej Visty.
Niemniej jednak - wybór należy do każdego, ja się nie zamienię na żaden płatny system.
Pzdr
>
|
ILE pieniedzy potrzebuje Kobieta..?
|
a ja powiem tak zarabiam srednia krajowa, place 1200 zeta kredytu mieszkaniowego, 400 kosztuje mnie utrzymanie mieszkania, zyje za reszte i nie narzekam bo jak mi brakuje to dorabiam
ksiazki mozna pozyczyc z biblioteki, filmy sa czesto dolaczane do gazet, kupienie 4 filmow w miesiacu to zaden zbytek a sa legalnie, plyte z muzyka mozna sie umowic i kupic na spolke z kolegami wtedy sie kupuje jedna na 5 osob, w warszawie jest mnostwo fajnych miejsc gdzie mozna isc i posluchac muzyki za darmo do piwka i mam na mysli calkiem dobre koncerty, do galerii mozna chodzic w czwartek, a we wtorki jest w niektorych miejscach tanie kino, pokazy filmowe w akademi SGH kosztowaly niedawno 5 zl, (dawno nie bylam nie wiem jak teraz) zapewniam wszytskich ze korzystajac ze wszytskich darmowych porzadnych atrakcji w warszawie mozna zapelnic sobie wszytskie wieczory w miesiacu, trzeba czasem tylko poszperac w necie a nie isc na latwizne i do kina w centrum handlowym
kosmetyczka? owszem, zamiast drogiej maseczki ze sklepu po ktorej moja skora nie mogla kilka dni dojsc do siebie polecam specjaly z ogorka, cytryny, twarozku i smietanki, pewnie sporo z was mnie teraz wysmieje, ale jak ktos nie ma problemow z cera to dziala, ale zeby nie bylo... raz na pol roku ide prosty nawilzajacy krem nivea za 15 zlotych wystarcza mi na 2 miesiace (po wielu kremach z nutri-lipo-czymstam mam wysypke), jedyne kosmetyk na jakim nie oszczedzam to tusz do rzes i balsam do ciala, do fryzjera chodze jak mam wielkie wyjscie, a farbowanie w domu kosztuje max 25 zl (u fryzjera co najmniej 70) - strzyzenie i kawa u mojej agnieszki 25 zl - bezosobowo w wielkiej sieci - 70 zl, pytanie czy jest tego warte...
z ostanich wydatkow ekstra: nowa komorka z organizerem i dostepem do netu - potrzebna z racji wykonywanej pracy - 800 zl - w sklepie kosztuje wiecej, mozna wiec kupic ja od tego samego sklepu na allegro, kilka ciuchow z wyprzedazy - 1000 zl edukacja - tu idzie kazda nadmiarowa ilosc - ksiazki, kursy, konferencje, itepe idzie wiosna wiec czeka mnie jeszcze upgrade roweru no i lusterko do auta musze kupic i jeszcze pare drobiazgow dla familii z okazji obecnych swiat
ci, ktorzy licza zauwazyli ze juz bez jedzenia, srodkow czystoci i paru innych rzeczy ktore tez kupuje znacznie przekroczylam swoj budzet miesieczny
problem z tym, ze nie mam pieniedzy rozwiazal sie po tym jak od wrzesnia zeszlego roku zaczelam spisywac wszytskie wydatki powyzej zlotowki, dzieki temu jestem w stanie w miare dokladnie powiedziec ile pieniedzy bede miala na koncie 21 wrzesnia albo 13 grudnia 2005, czemu o tym pisze? bo duzo wazniejsze od tego ile wydajemy jest jak wydajemy i jak widze ze w jednym miesiacu mam troche za duzo to troszke sie sciskam w nastepnym i juz cashflow to takie bardzo sprytne narzedzie, z ktorego kazda pani powinna nauczyc sie korzystac, pewne wydatki mozna planowac w czasie, a z pewnych rzeczy rezygnowac, dobrze jest oczywiscie nie popadac w tym przypadku w jakies skrajnosci o odmawiac sobie przyjemnosci no i oczywiscie rozgladac sie za coraz lepsza praca ;)
a co do tego ile bym chciala zarabiac - kiedys na rozmowie o prace powiedzialam ze milion dolarow, a serio to mysle ze 5 tys. netto pozoliloby mi w miare normalnie zyc, a 4 osobowa rodzina, ktora chce wychowac i wyedukowac porzadnie dwojke dzieci (ze tez nikt o tym nie napisal) powinna miec do dyspozycji okolo 15tys.
|
Józefów/Michalin - wspomnienia z dzieciństwa
|
Józefów/Michalin - wspomnienia z dzieciństwa Do tego wątku natchnął mnie feelek i jego "czy Józefów jest ładny". Parę dni myślałam czy jest czy nie jest Ale poważnie, to myślę, że dla osób, które związane są z tymi terenami od zawsze Józefów to także wspomnienia, to ludzie, budynki, miejsca, ulice które już nie wyglądają tak samo, a czasami po prostu już ich nie ma. Nawet Ci którzy osiedlili się tutaj całkiem niedawno często mają (jak jozefovicz, który przyjeżdżał tu na letnisko) mają jakieś wspomnienia związane z tym miejscem. Podzielmy się naszymi wspomnieniami, jak widzieliśmy nasze miasteczko mając lat kilka, kilkanaście...
Dla mnie Michalin to na pewno - drewniany dom babci na ulicy uroczej. Dom nadal stoi, ale moja piaskownica pod jaśminami znajdowała się dokładnie tam, gdzie teraz wjeżdża się na osiedle TBS na werbeny. Moje dzieciństwo to właśnie tamte podwórka pomiędzy wieloma w okolicy drewniakami: smak chleba maczanego w zimnej wodzie prosto ze studni i posypanego cukrem, kogel-mogel ukręcony z jajka zwiniętego z babcinego kurnika, gołębnik sąsiada Sergiusza, chodzenie na "kolejkę" i zabawy w podchody w dwudziesto pięcio osobowej grupie okolicznych dzieciaków. - sąsiad Grześ, który co sobota wyprowadzał z komórki swoją syrenkę, mył ją, odpalał i znowu wprowadzał do komórki - stary pan Omlet, który miał chyba ze 110 lat i jeździł na swoim przedwojennym rowerze. Podobno był obwoźnym fryzjerem - polana na polnej, gdzie co roku przyjeżdżało wesołe miasteczki - sklepik z pasmanterią na rogu polnej i świderskiej, gdzie mama kupowała włóczkę na moje sweterki - grudziąż na wyszyńskiego i mały warzywniaczek obok, gdzie wiele wiele lat temu pracował dziadek - mały sklepik ze słodyczami w drewniaczku na rogu polnej i 22 lipca. Ach jakie tam były fajne wafelki w kształcie laleczek - religia w małej salce obok kościoła i okrąglutka siostra Gabryela. Ech ile przygód się wydarzyło w drodze na religię, a co najważniejsze panowała wtedy na tych lekcjach prawdziwie uduchowiona atmosfera - zdziwienie mamy, kiedy przyniosłam kiedyś z owych lekcji ogromny blok solonego masła i pomarańczowy ser - w szkole pan Jóźwicki od muzyki, który rzucał w nas kredą, a czasami kluczami, Dżilli - czyli zawsze elegancka matematyczka Dolińska oraz krzykliwa i niesympatyczna Patoka - nieisteniejące już przedszkole na tyłach kościoła i dwie wstrętne bliźniaczki, które śnią mi się do dzisiaj po nocach - płaskie latarki o czterech kolorach światła, które były nieodzowne w każdym nocnym wyjściu z domu babci (także do wychodka) - brak asfaltu na 22 lipca i dzień kiedy zwieźli ogromne góry białego tłucznia na podbudowę (ach jakaż to była odmiana po ciągłych zabawach w piachu) - gry w wyścigi pokoju kapslami produkowanymi przez brata i jego kumpli. - oranżada ze szklanym korkiem kupowana najczęściej w sklepiku na teatralnej (i jeszcze lizaki okrągłe w paski) - latanie na boska po kałużach letniego deszczu - jedyne bloki jakie wtedy były to te za "dwójką" i "naczycielskie" na Spacerowej - monety jakie się układało na torach przed nadjeżdżającym pociągiem i gorączkowe poszukiwania ciepłych jeszcze monet (mam nadzieję, że moje dzieci nie przeczytają tego wątku) - wielkie kanie które rosły na posesji na armii krajowej i mały Adaś, który tam mieszkał i którego bardzo lubiłam
Oj, mogłabym tak długo. Rozmarzyłam się i wzruszyłam, ale znam już odpowiedź na pytanie feelka: TAK, JÓZEFÓW jest ładny, uroczy, mój. Taki się ostał w mojej pamięci i taki pozostanie!
Mam nadzieję, że dopiszecie dalszy ciąg wspomnień. A może pamiętacie kogoś z tych, których opisałam?
|
ZGRABNA PUPA !
|
ZGRABNA PUPA ! Drogie Forumowiczki,
Jeśli któraś z Was znajdzie jakiś fajny artykuł URODZIE to niech również go umieści na tym Forum ! Na jakie strony internetowe odnośnie urody/zdrowia/fitnessu wchodzicie ?
Poniższy tekst pochodzi z Polki/Wirtualna Polska Pozdrawiam, Graceful
Zgrabna pupa
Pośladki są zbudowane z mięśni otoczonych warstwą tłuszczową, pokrytych skórą. Gdy jest elastyczna, unosi je ku górze i ponętnie zaokrągla. Wystarczy odrobina wytrwałości, gimnastyki i odpowiednich kosmetyków, by twoja pupa miała idealny kształt.
Kuracje z drogerii Najszybciej traci jędrność w swej dolnej części. Po umyciu ciała nałóż pojędrniający kosmetyk i masuj skórę pupy okrągłymi ruchami - każdy pośladek przez 2-3 minuty. Gotowe kosmetyki Poprawiają krążenie, zwalczają cellulit, zapobiegają obrzękom. Najczęściej zawierają ekstrakty ze skrzypu, bluszczu, iglicy włoskiej, miłorzębu japońskiego, kasztanowca oraz kofeinę, która działa wyszczuplająco. Np. D.Stock - Vichy, zmniejsza przyswajanie glukozy przez komórki skóry i działa lekko odchudzająco. Efekt? Bardziej sprężysta skóra już po czterech tygodniach.
Domowe sposoby Naturalny krem 3 łyżki wosku pszczelego podgrzej w naczyniu z podwójnym dnem i wymieszaj z 4 łyżkami ciepłego olejku migdałowego. Ubijając, wlewaj powoli 4 łyżki mocnego odwaru z bluszczu, przyspieszającego spalanie tłuszczu i pojędrniającego tkankę.
Cytrynowy eliksir Skórę pośladków przecieraj kilka razy w tygodniu po kilka minut sokiem cytrynowym - najlepiej naturalnym. Zawarty w nim kwas owocowy delikatnie złuszcza martwy naskórek, rozjaśnia go i odświeża. Po takiej kuracji skóra staje się gładsza, elastyczna, lepiej ukrwiona. Jeśli jednak masz skłonność do podrażnień, bezpieczniej będzie rozcieńczyć sok przegotowaną wodą w proporcji 1:1.
Skuteczny masaż Uchwyć palcami fałdkę skóry, unieś ją ku górze, lekko uszczypnij i puść. Rozdzielisz grudki cellulitu i poruszysz tkanki, w których gromadzą się toksyny. Masaż powinien trwać około 10 minut, aż skóra zaróżowi się i rozgrzeje. W gabinecie Na zabieg musisz przeznaczyć minimum 30 minut. - Elektromasaż - prąd o małej częstotliwości powoduje lekkie skurcze mięśni. Polepsza to ich ukrwienie i zwiększa sprężystość (ok. 40 zł) - Masaż izometryczny - wykonuje się go przy napiętych mięśniach, dlatego może być trochę bolesny. Masażysta rozciera je, co przyspiesza spalanie tkanki tłuszczowej i uaktywnia mikrokrążenie (ok. 50-70 zł). - Masaż klasyczny - to naprzemienne głaskanie i ugniatanie ciała przez masażystę. Zwalcza cellulit, poprawia wygląd gąbczastej, źle ukrwionej skóry (ok. 50-70 zł) - Masaż pompą ssącą - urządzenie działa na zasadzie podciśnienia: za pomocą specjalnych tub skóra jest wielokrotnie wciągana i wypychana. Seria 10 zabiegów wyraźnie ją pojędrnia. Jeden kosztuje 90-120 zł. W ośrodku odnowy biologicznej Masaż wodny - to kąpiel w specjalnej wannie z zastosowaniem biczów wodnych o zmiennej temperaturze. Krew żywiej krąży i skóra robi się elastyczna (20-40 zł).
Ćwiczenia przy okazji Wchodząc po schodach - naciskaj mocno nogami na stopnie, tak aby poczuć naprężanie się mięśni pośladków. Nie korzystaj z windy. Czekając na przystanku - nie stój w bezruchu, lecz przenoś ciężar ciała z jednej stopy na drugą, mocno naciskając na ziemię. Ćwiczenie powtórz 30 razy. Zmywając naczynia - ściągaj pośladki: na przemian naprężaj i rozluźniaj mięśnie. Taką gimnastykę uprawiaj przy każdej nadarzającej się okazji. Pamiętaj! Efekty wszystkich ćwiczeń zależą od twojej wytrwałości i systematyczności.
Stringi pomogą? Majtki wyszczuplające nie zmniejszą zbyt pulchnej pupy - nadmiar tłuszczyku uwidoczni się nad gumką na biodrach i przy wycięciu nogawek. Taka bielizna utrudnia też mikrokrążenie. Polecamy za to majtki unoszące pośladki w górę, ze wzmocnioną i pogrubioną tkaniną w dolnej części. Szczególnie wymodelują pupę o kształcie gruszki. Przekonaj się też do stringów. Ten fason gwarantuje, że pośladków nie zniekształci wrzynająca się gumka.
To ostateczność Plastyczna operacja pośladków polega na odessaniu tłuszczu i usunięciu nadmiaru skóry. Jej rezultat zależy jednak od wieku pacjentki, stanu jej skóry i mięśni. Jest drogi (6-10 tys. zł) i niesie ryzyko powikłań. Można się na niego zdecydować, kiedy wszystkie inne metody zawiodły.
Nasz wybór: - Krem Retinol Anti-Cellulite - RoC (88 zł) - Żel ujędrniająco-wygładzający AA Body - Oceanic (27 zł) - Żel wyszczuplająco ujędrniający - Yves Rocher (63 zł) - Żel-krem wyszczuplający z blokerem glukozy D.Stock - Vichy (85 zł) - Plastry z substancją wyszczuplającą Patch System - Yves Rocher (88 zł) - Emulsja wyszczuplająca - Florina (15 zł)
Pora na gimnastykę W domu - ćwiczenia te rób kilka razy w tygodniu - Wykonaj pozycję jak do chodzenia na czworaka. Każdą nogę wypychaj jak najwyżej 20 razy. Chwilę odpocznij i powtórz ćwiczenie. - Połóż się, wyciągnij ręce do góry, a nogi zegnij w kolanach. Unoś pupę do góry ok. 15 razy w 3 seriach. - Najlepiej wykonywać to ćwiczenie na zajęciach step-aerobiku - instruktorzy proponują tam różne ujędrniające ciało konfiguracje. Możesz je również wykonać w domu. Wystarczy ci jeden rekwizyt - niewysoki stołek lub schodek. Wchodź na niego i schodź w szybkim tempie, np. słuchając rytmicznej muzyki, przez ok. 10 min w 3 seriach.
|
Zima taka, jaką uwielbiam !!
|
Witaj Jasfinks
> Wojtku, wątek w którym jesteśmy ma tytuł "Zima taka,jaką uwielbiam!!"...Ty też napisałeś: "Ja też uwielbiam taką zimę"... i zaraz pod tym umieściłeś 5 czarnych zdjęć na których zimy prawie zupełnie nie ma!
Zrobiłem to celowo - chciałem podpiąć się pod ten wątek, nie tworząc nowego - skoro mowa o zimie - to dlaczego jej nie pokazać jak wygląda "Matunin" nocą podczas zimy? Myślę, że takie widoki jakie ja przedstawiłem - na żywo widzi mniej osób niż takie jakie Ty przedstawiłeś na swoich zdjęciach. Stąd wydaje mi się, że im jest coś rzadszego do pokazania - to bardziej ciekawe to jest. Poza tym to co jest na Twoich zdjęciach - ludzie widzą w ciągu dnia - łażąc po Laskowicach a ich oczy i tak dają lepszą jakość tego co pokazałeś na swoich zdjęciach Więc - jaki jest sens wrzucania takich zdjęć? Może lepiej zająć się jakością niż ilością
> I o to mi chodziło, o tę rozbieżność z tematem a nie o poprawność lub nie naświetlania...
Moim zdaniem - rozbieżności nie ma - jest na nich zima - nie wrzuciłem przecież fotek z wakacji A co do tego, że Cię nie obchodzi poprawność lub nie naświetlania - no cóż... Twój wybór - nikogo przecież nie można zmuszać do pracy nad sobą (swoimi fotkiami w tym przypadku). Moim zdaniem to ważne.
> Rozumiem, że się specjalizujesz w zdjęciach panoramicznych i chcesz je jak najczęściej pokazywać ale to powinno być chyba na temat? Inna sprawa, że ogólnie takie panoramy to podobają mi się mniej więcej tak jak i Doda w muzyce... To jest owszem ciekawe ale tylko od czasu do czasu jako urozmaicenie, przerywnik, ale nie non stop i na każdy temat...Poza tym takie panoramy robione obiektywem szerokokątnym, zniekształcają mocno rzeczywistość. Czyli jest to efektowne kłamstwo...
Nie, to nie moja specjalizacja. Panoramy robię podobnie jak Ty swoje zdjęcia - podczas swoich spacerów. Powiedziałbym, że jest to taka forma dokumentacji okolicy, w której mieszkam, ale mimo wszystko staram się, żeby wyglądały jak najlepiej. To, że porównujesz panoramy do muzyki Dody - rozumiem i nie mam Ci tego za złe - Twój gust! Wolisz swoje zdjęcia w formacie 4:3, który jest bardzo niepraktyczny do pokazywania (naszych laskowickich) krajobrazów - też mi nic do tego. Panoramy szerokim kątem - tak są efektowne - ale nic w tym złego (ostatnie nie były szerokim kątem robione) - choć widzę, że Ty podchodzisz do fotografii "pstryk i gotowe" - nawet jesteś z tego dumny ("Jazdę na krawędzi to uprawiam ja, dosłownie i w przenośni, ze swoją małpką i rowerem... Nie mam obiektywów, RAW-ów, bracketingów, statywów, filtrów,osłon, szerokich zakresów itp. a matryca jest mniejsza niż w niektórych komórkach...")Rozumiem - tak jest prościej i wygodniej Co do "kłamstwa w fotografii" - to chyba osobny wątek by się przydał... temat rzeka.
> I taką fotograficzną procą upolowałem i zamieściłem tu na forum w ciągu kilku miesięcy już prawie tysiąc zdjęć, które raczej się wszystkim podobały... Niektórym nawet bardzo. Oprócz tych 3 ostatnich. Ale przynajmniej widać na nich było dużo śniegu...
Super - bardzo Ci gratuluję, że czerpiesz z tego taką radość - bo to najważniejsze (mówię oczywiście całkiem serio bez cienia cynizmu) Ja np. nie mam złudzeń do swoich fotografii - wiem, że jest to kwestia gustu - jednym się bardzo podoba, innym tak sobie, a trzecim kompletnie nie. To jest jasne jak słońce. Nie łudzę się, że jak 2 osoby mi powiedzą "fajne fotki zrobiłeś" to są one większością - znając życie, pewnie Ci, którym się one nie podobają pewnie nie chcą się nawet wysilać by o tym napisać Swoje spacery z aparatem po Laskowicach "uprawiam" sporadycznie - nie zawsze fotografuję, czasami nie biorę aparatu... ale co by nie powiedzieć - "panoramuję" już od 5 lat - zebrało się także sporo zdjęć, które przedstawiają sytuacje już nieaktualne (wycięte drzewa, rozbudowa drogi, nieistniejące już obiekty itp...), ale mimo to - jak napisałem już kilka razy - nie mam konkretnej specjalizacji - bo w fotografii pociąga mnie wszystko Mógłbym równie dobrze założyć stronę "fauna i flora jl" bo mam sporo zwierząt, rośli i robaków w swoich zbiorach
> W każdym razie zachęcam do dalszej takiej dyskusji na tematy foto, z konstruktywną krytyką, bo tylko znając swoje błędy możemy je eliminować... A laicy zamiast wypowiadać się kategorycznie na temat np balansu bieli, niech raczej piszą tylko o swoich odczuciach...
Cóż. To forum jest generalnie o Jelczu-Laskowicach, więc nie ma sensu jakoś specjalnie wchodzić w szczegółowe tematy na temat fotografowania (jak np. teraz) - bo od tego są inne tematyczne fora. Generalnie takie wpisy jak mój, miały pokazać inne zdjęcia, aktualne - bo z kilku dni - ze śniegiem, zimą... Nie brałem udziału w żadnym konkursie pt."Moje fotki pokazuję lepiej zimę". Nikt też tak się o nich nie wyraził - oprócz Ciebie w sumie - chyba tak jakoś do tego podszedłeś Reasumując: jestem za tym, żeby każdy pisał o tym o czym chce, ale z rozsądkiem Ktoś chce wypomnieć komuś balans bieli - ok, ale potem to się w "off topic" zamienia (jak teraz). Więc może faktycznie lepiej skupić się na tym co pokazujemy (na obiektach) niż oceniać czyjeś fotki pod względem technicznym... choć wiadomo - czasami coś podkusi i się człowiek powstrzymać nie może
Tak czy siak - pozdrawiam miło chciałem tylko wyrazić swoje zdanie na to co napisałeś Jasfinks. W.
|
cos na ocieplenie
|
cos na ocieplenie Cos na ocieplenie, czyli slub w cieplych krajach Moze u was specjalnych mrozow nie ma, ale podrzucam cos goracego do czego natchnela mnie czytana ksiazka. Stephan King, znany thrillerowiec – „Jak pisac – pamietnik rzemieslnika”. Wymyslilam temat i pisze wypracowanie wg jego uwag, np. nie uzywaj strony biernej i przyslowkow. Czemu ja sie tlumacze, po prostu takie zajecie mnie relaksuje i kazdy pretekst jest dobry. Kilka miesiecy minelo od slubu mojej corki, ktory uradzili sobie narzeczeni, odbyl sie w Porto Rico. Dlaczego? Z wielu wzgledow – ale tez zeby bylo wiecej fajnie, a mniej paradnie, zreszta takie zamiejscowe sluby sa coraz bardziej popularne, a na kazdej wyspie karaibskiej jest pieknie. Ilosc gosci byla niewielka, co uproscilo organizacje. Hotel czyli resort narzeczeni znalezli droga internetowa , porzuciwszy wczesniej agentke, dla ktorej zawsze taka uroczystosc sluzy do wmowienia wielu absolutnie koniecznych, eleganckich, zwyczajowych itd uslug. Poczatek byl troche trudny, gdyz okazalo sie, ze wyprzedzenie polroczne jest stanowczo za male na organizacje. Pani z osrodka poinformowala, ze dwa sluby na ten sam dzien zaklepane juz byly dwa lata temu, wiec i dwa najstosowniejsze, specjalne miejsca na ceremonie sa juz zajete. Zostalo trzecie, ze tak powiem rezerwowe. Na lace, czyli trawniku z palmami i kwitnacymi krzewami, z oceanem za plecami. Czemu takie miejsce jest dopiero rezerwowe? Z lokalem na kolacje nie bylo problemu, restauracji w osrodku jest bez liku. No i zaczelo sie - wiadomo stroje. Suknia musiala byc prosta, zwiewna stosowna do klimatu – i gdzie taka znalezc wsrod wypindzonych sukien slubnych. Skonczylo sie na zakupie przez internet. I pierwszy strzal byl od razu w dziesiatke, za sume naprawde skromna w porownaniu z cenami „prawdziwych” sukien. Problem byl tez z mezczyznami, trudno sobie wyobrazic garnitury w takich temperaturach i takim otoczeniu. Narzeczony znalazl wyjscie - tzw. kubanskie koszule ( nie mylic z hawajskimi), a pozostali odetchneli z ulga, ze nie trzeba garnituru. Koszule te sa biale, bawelniano - jedwabne, z zakladkami i kieszonkami, noszone na wierzch. Kilka tygodni przed slubem przyszli malzonkowie pojechali sprawdzic jak tam jest i „zaklepac” wszystko do konca. Corka wrocila oczarowana, czy zaczarowana – mamo, jak tam pieknie, no i elegancko. Wielce sie ucieszylam, w zyciu nie bylam w luksusowym osrodku, a tu jeszcze za frico. Wreszcie nadeszla oczekiwana koncowka tygodnia. Switem wylatujemy w przeddzien slubu – polska grupa. Narzeczeni polecieli dzien wczesniej, pozostali goscie leca po swojemu. Lotnisko w stolicy kraju w San Juan wieksze niz w Warszawie, a samolotow z Ameryki o tej porze kilka, tak ze w koncu spotykamy na lotnisku sporo pozostalych gosci. Mozna dojechac do resortu autobusem, wiekszosc jednak wypozycza auta, ja tez sie w jednym z nich mieszcze. Autostrada wiodaca z lotniska – amerykanska, potem jest gorzej, ale nigdzie nie ma byle jakiej drogi. Bogactwa nie widac, ale tez nie widac skrajnego ubostwa. Zreszta budownictwo i roslinnosc sa zupelnie inne niz w umiarkowanym klimacie. Po wjezdzie na teren resortu zaczyna sie inny swiat. Egzotyczna roslinnosc, zagajniki, pole golfowe z oczkami wodnymi i piaskowymi, a w koncu glowny budynek. Okazuje sie, ze jest to ogromny kombinat: hotele, zaciszne pojedyncze wille, dwupietrowe pawilony wzdluz oceanu , a nawet prywatne condominia. Wszystko na trzech poziomach uksztaltowania terenu i jeszcze polpoziomach. „Polska grupa” dostaje pokoje w pawilonach przy oceanie. Jest tam tez przystan jachtowa, owa slubna laka i uroczy basen. Super. Dostac sie tam wcale nie bylo latwo, mozna sie bylo pogubic w ilosci pasazy i przeszklonych wind z widokiem w dol i na ocean. Chcialoby sie rzec, szkoda, ze panstwo tego nie widza. Okrzykow zachwytu nie ma konca i coraz bardziej juz nie wiem jak trafic spowrotem, chociaz pan wiozacy bagaze poucza nas, jak zapamietac, mamy tez plany w reku. W koncu dochodzimy do takiej kolejki jak.... na Gubalowke. Kolejka, a jakze, ma dwie linie - lokalna i ekspress. Lokalna zatrzymuje sie na srodkowym poziomie, a do nas jedzie sie od razu ekspressem. O! Plazy nie ma, kamienisty brzeg oceanu oddziela kamienny murek, a wzdluz niego sciezka spacerowa. Plazuje sie na prywatnej wyspie o nazwie Palomina, na ktora co pol godziny plynie prom, czyli stateczek. Dzis juz nie ma czasu na Palomine, udaje sie wiec z komorka w reku - na wszelki wypadek w razie zagubienia sie - na zwiedzanie. Naliczylam z 6 roznych basenow, nie liczac brodzikow i jacuzzi, jeden tak zaprojektowany, ze wyglada jakby wpadal do oceanu. Inne z jakimis kolumnami, fontannami, o nieregularnych ksztaltach..... W glownym hollu liczne papugii, co to nawet kilka slow po hiszpansku mowia. Ola, ola – czyli czesc np., zaraz obok kasyno z dzwieczna muzyczka wypadajacych monet, spa, kluby, i co tylko ludzie wymysla, zeby od innych ludzi wyciagnac pieniadze... Oczywiscie zagubilam sie, ale pytajac celuje na marine i jakos trafilam. W ostatniej chwili, bo dzisiaj pierwsza uroczystosc – czyli tzw, rehearsal, czyli proba. Moze przyjsc kto chce, ale ja jako matka panny mam przydzielona role, wiec mam obowiazek. Mistrzyni ceremonii poucza kto kogo ma prowadzic, w jakiej kolejnosci, jakim krokiem (tu jak w Ameryce na opak – obraczka na lewej rece, podobnie prowadzona osoba) gdzie siadamy, co robia swiadkowie, a co glowni bohaterowie... Ojejej, jakie to wazne... i dobrze. Przed chwila padal ulewny tropikalny deszcz, nie pierwszy dzisiaj, wiec trawnik mokry - niektorzy zdejmuja buty, pamietacie jak to milo chodzic po cieplej, mokrej, miekkiej lace? Czy jutro tez bedzie padac? Jesli nawet, to trwa to krotka chwile.
|
| |
|
|